GOPR2712_DxO

 

Maj 18, 2015

 

Pierwszy debiutancki wyścig w którym wystartowałem – Skoda Velo Toruń. Świetna szansa sprawdzenia swojej kondycji i umiejętności w jeździe z mistrzem świata Michałem Kwiatkowskim, kolarzami z całej Polski oraz innymi znanymi osobistościami świata kolarskiego.

Dzień przed wyścigiem:

Wyruszaliśmy z Krakowa do Torunia tuż po godzinie 4. Po kilku godzinnej jeździe dotarliśmy do oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od Torunia wsi Czernikowo gdzie czekał na nas Mariusz i Kinga, znajomi którzy zdecydowali się nas ugościć. Rozpakowaliśmy się, zjedliśmy pizzę i ruszyliśmy na pierwszą lekką rowerową wycieczkę do miejscowości Golub-Dobrzyń. Po udanej sesji zdjęciowej przy zamku wróciliśmy do domu. Trafiliśmy na rodzinną, lekko zakrapianą kolację po której rozpaliliśmy ognisko i zjedliśmy kiełbaski, niestety przegonił nas coraz mocniej padający deszcz.
Tutaj zaczęły się moje problemy, silny ból głowy nie pozwalał mi usnąć a w nocy uciekałem do łazienki w wiadomym celu :(. Po raz pierwszy od kilku lat mocno się strułem. Nad ranem przy śniadaniu oznajmiłem grupie że nie wystartuję. Nie byłem w stanie niczego zjeść i wypić a zapach jedzenia przyprawiał mnie o mdłości. Kinga namawiała mnie na jazdę razem z nią w mniejszym dystansie 40km, ale w ostatniej chwili zdecydowałem że pojadę dystans giga. Jeśli się nie uda to trudno, zawsze warto spróbować.

Wyścig:

3…2…1… Ruszyliśmy, ja i ponad 400 innych zawodników dystansu giga 120km. Początek delikatny za samochodem technicznym i mistrzem świata Michałem Kwiatkowskim. Po 20km startu lotnego, zaczęło się… wszyscy ruszyli ile sił w nogach a ja zadawałem sobie pytanie, dlaczego jestem w środku stawki i nie wykorzystałem okazji na przesunięcie się do lepszych grup. Całą trasę jechałem z przekonaniem że koledzy: Rafał i Tomek są gdzieś za mną i zaraz do mnie dołączą… jak się później okazało byli 100 osób, czyli kilka grup przede mną.
Tempo grupy w której się znalazłem było bardzo słabe, to też cały czas wychodziłem na zmiany i starałem się przeskakiwać do przodu z nadzieją że znajdę większą, silniejszą grupę i dojadę z nią do samej mety. Niestety nie udało się, po 40km zdałem sobie sprawę, że to już koniec. Resztki glikogenu znajdującego się w mięśniach zostały spalone a średnia z minuty na minutę spadała. W mózgu powtarzałem sobie: musisz coś zjeść, zjedz coś bo nie dojedziesz… i wyciągałem musy owocowe, każdy z nich przyprawiał mnie o mdłości i pierwsza rzecz jaką robiłem po zjedzeniu to poszukiwanie krzaków w których zwrócę wszystko. Na szczęście pomimo silnych skurczy, mój żołądek zrozumiał że jest już pusty.
Z każdym kolejnym kilometrem coraz bardziej opadałem z sił i z wielkim trudem utrzymywałem się w grupach. Wystarczyło lekko odpuścić albo wyciągnąć coś do jedzenia, i na plecach ostatniego zawodnika w grupie pojawiał się napis: Odjeżdżamy!, do widzenia!… już nas nie dogonisz.
Osłabienie połączone z uczuciem bezradności i bardzo silnym wiatrem, nie zdemotywowały mnie. Obiecałem sobie że dam z siebie wszystko i spróbuję zająć jak najlepszą pozycję. Większość trasy jechałem samotnie, od czasu do czasu mijając kolejne osoby które odpadły i nie miały już siły na dalszą jazdę. Ostatecznie zająłem 247 pozycję na 410 zawodników z czasem 3h:51min, średnia lekko przekraczała 31km/h.

Organizacja:

Wyścig w kwestiach organizacyjnych stał na bardzo wysokim poziomie. Trasy bardzo dobrze oznaczone i zabezpieczone, pomimo długiej studwudziesto kilometrowej pętli każde skrzyżowanie było obstawione przez strażaków/policjantów którzy dbali o bezpieczeństwo kolarzy i sterowali całym ruchem. Gorzej wyglądała sytuacja z wodopojami na trasie. Bidony wręczały 2-4 osoby które nie były w stanie obsłużyć kilkudziesięcio osobowych peletonów. Napój rozcieńczany w bidonach i wręczany przy drodze też nie smakował zbyt dobrze. Z moich obserwacji wynikało, że bidon lądował na trawie już po pierwszym łyku. Brakowało mi owoców i żeli które powinny być rozdawane przy trasie, rozumiem że część kolarzy jest napędzana energią słoneczną ale jestem pewien że większość zawodników byłaby zadowolona z choć jednego banana.

Najgorzej wypadł catering, a właściwie jego brak. Po każdej większej trasie pierwszy posiłek który zjem jest dla mnie najsmaczniejszym na świecie, dla przykładu: nigdy nie jadłem lepszego mc donalda niż po wycieczce Kraków-Warszawa. Tutaj było inaczej… posiłek regeneracyjny w postaci rozgotowanego makaronu z „mięsem” a’la spaghetti, kompletnie nam nie smakował, gorzej… miałem wrażenie że będę miał powtórkę z rozrywki – czyli kolejne eskapady do ubikacji, na szczęście żołądek był bardziej wyczerpany niż ja i nie dawał znaków życia.

Podsumowując:

Chciałbym podziękować wszystkim za wspaniały weekend. Do zobaczenia za rok? :)
Dziękuję: Mariuszowi, Kindze, Dorocie – i całej waszej rodzinie :), Danielowi, Karolowi, Rafałowi i Tomkowi. Pozdrawiam również wszystkich zawodników, zwłaszcza tych z którymi udało mi się porozmawiać o silnym wietrze, i że jest ciężko ale damy radę :).

Zdjęcia:


2013_0101_041656_002_DxO

GOPR2770_DxO

GOPR2722_DxO

GOPR2705_DxO

GOPR2680_DxO

GOPR2666_DxO

GOPR2661_DxO

GOPR2654_DxO

GOPR2609_DxO

GOPR2599_DxO

2013_0101_052952_006_DxO

2013_0101_052651_176_DxO

2013_0101_044118_038_DxO

2013_0101_044034_024_DxO

Toruń 328

Tagi: , ,